Uważam, że nowych wzorców zachowań nauczyć się można wyłącznie poprzez rzeczywiste przeżycia i wynikające z nich refleksje, a uczynić to można przede wszystkim w działaniu. Tylko bardzo nieliczni potrafią w sposób twórczy czerpać wiedzę wyłącznie z literatury i poradników. Kandydat na pilota nie nauczy się latać “wkuwszy na pamięć” podręcznik pilotażu. Wielogodzinne “loty” na symulatorze bez rzeczywistej praktyki w powietrzu również nie uczynią go kompetentnym pilotem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzy mu samolotu. . “Wiara bez uczynków martwa jest” – mówi Ewangelia. Nauka bez kontekstu praktycznego – również.
Ale z drugiej strony podręczniki i symulatory, dając przedsmak późniejszych przeżyć, stanowią wstępny próg pierwszej weryfikacji.
Czy znaczy to, że wszelka wiedza podręcznikowa nie ma znaczenia? Ależ nie – ma. Absolutnie ma, choćby jako źródło inspiracji i ewentualnej weryfikacji posiadanych już wiadomości, a także konieczna teoretyczna podbudowa podejmowanych działań.
Gdy jednemu z mistrzów buddyjskich, lamie Olemu Nydhalowi zadano pytanie, jak postrzega nasz kraj, odparł, że “wielu Polaków, z którymi się spotyka żyje tak, jakby uważali, że do zachowania czystości wystarczy noszenie w kieszeni kawałka mydła”. Mówił te słowa, patrząc z dziwną zadumą na kobietę, która przerwała mu wykład, prosząc, by przyspieszył jego tok i przeszedł do konkretów, w przeciwnym wypadku ucieknie jej pociąg.
Mag nie staje się magiem dzięki wyuczeniu się na pamięć rozmaitych zaklęciowych formuł, ale dzięki temu, że odkrył swoją wewnętrzną przestrzeń i wytyczył granice własnych możliwości dużo dalej, niż niemagiczne (mugolskie1) otoczenie. Wiedza nie na poznaniu teoretycznym (szczególnie w tych dziedzinach) polega, ale na możliwości odtworzenia i zastosowania posiadanych informacji we właściwym czasie i momencie.
Magia, a Neurolingwistyczne Programowanie jest „magiczne” niewątpliwie, stanowi strukturą wielopłaszczyznową i czasami sprawić może, że opadną Ci ręce i spodnie.
Przeczytaj uważnie poniższe opowiadanie i nie myśl o nim więcej.
„Głęboko pod ziemią biło krystaliczne, mocne i czyste źródło. Nikt o nim nie wiedział. Ludzie spacerowali nad nim, przechodzili nie zatrzymując się. Wielu się gdzieś spieszyło, wielu nie miało się gdzie spieszyć, i szło bez celu. Wielu z nich było spragnionych. Ci szukali miejsc, gdzie odkryto wodę, ale wszędzie panowała susza i zbudowane wcześnie studnie wyschły. Jednak tylko jeden z poszukujących wodopoju i nie mogących go znaleźć zapragnął sam wykopać studnię. Najpierw rozpoczął poszukiwanie miejsca, w którym warto zacząć kopać. Wziął w dłonie delikatne gałązki wiśni i z uwagą spacerował. Widział wcześniej takie sposoby u cudotwórców i uzdrowicieli, którzy po drżeniu różdżek poznawali rzeczy niewidoczne wzrokiem. Liczył, że i jemu wskażą obecność źródła. W którymś miejscu gałązki zachybotały w jego dłoniach. Drżenie było ono tak delikatne, aż trudno było mu uwierzyć, że tu właśnie może być woda. Tak bardzo jednak był spragniony i tak bardzo chciał odkryć swoje własne źródło, że zdecydował się zacząć pracę. Przez wiele dni rozkopywał ziemię. Pracował wytrwale mimo, że chwilami nadzieja go opuszczała, a przechodzący obok zatrzymywali się tylko po to by drwić z jego wysiłków. Któregoś dnia poczuł pod dłonią wilgoć.
Szybkimi ruchami zaczął odgarniać ziemię i po chwili woda trysnęła silnym strumieniem, aż wypełniła cały dół, tworząc na powierzchni nieruchomą taflę. Człowiek pochylił się nad nią i ...cofnął w popłochu, bo się tego nie spodziewał”.