- NLP to skrót dziedziny nazywanej Neurolingwistycznym Programowaniem. Termin powstał przed 23 laty, a jego twórca mi są dwaj Amerykanie - John Grinder i Richard Bandler.
Bandler był bardzo ciekawą osobowością. Jako młody czło wiek należał do gangu młodzieżowego w swojej dzielnicy, stu diował matematykę i psychologię, narkotyzował się, pracował jako elektroakustyk, grał jazz. Ale i Grinder miał barwną prze szłość. Gdy się poznali, Bandler był studentem, a Grinder do centem lingwistyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Cruz. Razem podjęli wspólne obserwacje sposobów prowadze nia terapii przez wybitnych psychoterapeutów - Fritza Perlsa, Wirginię Satir i Miltona Ericksona. Wnioski były zadziwiające - chociaż terapeuci, na których się wzorowali, mieli bardzo różne osobowości, w pracy z pacjentami stosowali prawie takie same reguły. Odkrywali tym samym formułę, wedle której do skonałość posiada określony algorytm i można ją powielać, ucząc właściwych algorytmów tych, którzy doskonali nie są.
Badania trwały kilka lat. W 1976 roku Bandler i Grinder za częli używać na określenie powstałej metody określenia Neurolingwistyczne Programowanie. W ten sposób podkreślali istotę metody, istotę polegającą na tym, że poprzez język (lingwistyka) w rozmowie z samym sobą lub innymi wpływamy na procesy neuro-fizjologiczne naszego organizmu. Zmienić to może we wnętrzne programowanie sposobów, jakimi decydujemy się działać, by uzyskać założone cele. NLP
l ja i partner musimy zakończyć negocjacje przekonani, że sukces został osiągnięty wspólnie.
• Na przykład?
- Podglądając mistrza świata w boksie przeciętny śmiertelnik nie będzie drugim wyczynowcem, ale może zostać np. prezesem prowincjonalnego klubu bokserskiego i doświadczać podobnych emocji związanych ze sportem, co mistrz. Aby jednak mogło do tego dojść, trzeba najpierw dogadać się z samym sobą, a także umieć porozumieć się z innymi...
• Czyli negocjować, zgodnie z zasadami swego rodzaju sztu ki, którą stworzyło Neurolingwistyczne Programowanie.
- Istnieją pewne zasady prowadzenia negocjacji. Przede wszyst kim pozycja ciała negocjatora powinna być dostosowana do pozycji ciała rozmówcy. Również gesty powinny nadążać za dynami ką rozmówcy, podobnie ton głosu i jego ekspresja. Mówiąc bru talnie, najpierw trzeba „omotać" partnera, zapewnić go o naszym do niego uczuciu, stworzyć atmosferę bezpieczeństwa, a dopiero potem delikatnie przejąć prowadzenie i podjąć próbę przeforso wania swojego zdania. Zarazem nie wolno jednak dążyć do mani pulowania rozmówcą. Technika ta nazywa się win - win - zwy cięzca - zwycięzca. Chodzi o to, że partner i ja musimy wyjść z rozmów przekonani, iż sukces został osiągnięty wspólnie.
• Czy takie techniki mają przełożenie na awantury rodzinne? Jak sterować rozmową, kiedy mąż wraca do domu kompletnie pijany, albo zrozpaczony siedzi z głową schowaną w rękach i w ogóle nie chce rozmawiać?
- Przede wszystkim należy unikać dosłownego „małpowania" gestów partnera. Jeżeli partner siedzi trzymając się za głowę, nie możemy zrobić tego samego, bo będziemy tak siedzieć razem do końca świata. Nie wolno też mówić: - Wydaje ci się, że jesteś nieszczęśliwy? Zobacz, jaka ja jestem nieszczęśliwa! Albo - Je stem z Tobą nieszczęśliwy w dwójnasób!? W ten sposób tylko zaognimy sytuację.
Szczęściem można sterować i zakotwiczyć je w dowolnej części ciała.
Musimy zrobić coś, co zaintryguje partnera na tyle, że zechce podnieść głowę i poczuje choćby minimalne zainteresowanie na szą osobą. Wtedy zaczynamy negocjacje. Trzeba mówić do niego podobnym tonem, którym on mówi do nas, chyba że na nas wrze szczy. Co zrobić wtedy? Nie wrzeszczeć, lecz przeczekać pierw szy impet, a potem np. rytm wypowiedzi partnera wystukiwać dłonią lub długopisem o blat stołu (jeżeli oczywiście nie grozi to utratą życia lub zdrowia), albo nadawać jakieś inne sygnały nie werbalne o podobnej dynamice jak naszego interlokutora, a później je zwalniać lub przyspieszać. Kiedy np. zwolnimy tem po tych działań, zauważymy często, że i krzyczący zacznie mówić wolniej, mniej brutalnie, dostosowując się do nowego ich rytmu. To zresztą normalne techniki domowe: np. do domu wraca pijany mąż i zaczyna się „rzucać", a żona najspokojniej myje naczynia. I on po pewnym czasie uspokaja się, bo brakuje mu widowni.
Oczywiście każdą chorobę można wyleczyć, ale nie u każde go. Jeżeli jakieś techniki w danej sytuacji zawodzą, nie trzyma my się ich jak „pijany płotu", ale natychmiast stosujemy inną strategię, aż do skutku.
• Bywa jednak, że naszego partnera najzwyczajniej się boimy. Obawiamy się też naszego szefa, czasami kolegów, groźne go policjanta czy prokuratora. Czy i na to jest jakaś rada?
- Każdy z nas poznał w życiu kogoś, kogo obecność bardzo go stresuje, kto wywołuje strach, złość, obawy. Wtedy można zasto sować tzw. strategię czerwonych majtek. Należy wyobrazić sobie tego człowieka w sytuacji, która szczególnie nas stresuje. Kiedy - wszystko cały czas dzieje się w wyobraźni - nasze negatywne emocje sięgają już zenitu, powinniśmy wyobrazić sobie, że taka osoba, gdy stoi przed nami, zawsze, ale to zawsze nosi na sobie wielkie czerwone majtki w duże żółte grochy. W tejże chwili z takiej osoby spada ubranie i nasz antagonista zostaje w tej nietypowej bieliźnie. Cały czas peroruje lub na nas krzyczy, zauważa jednak nasze zdumienie i widzi ku swemu osłupieniu, że został w śmiesznych majtkach. My zaś uświadamiamy sobie, że ten człowiek się zmniejsza, a majtki zostają takie same. W końcu się w te majtki zapada.
Na treningach NLP , które prowadzę, nigdy nie zdarzyło się, aby ta metoda nie wywołała salw śmiechu i nie wyzwoliła pozy tywnych emocji.
• A te pozytywne emocje można - operując językiem neurolingwistycznego pro gramowania - zakotwiczyć...
- Kotwiczymy się cały czas. Kotwiczenie to jakby wpisy wanie różnych sygnałów pochodzących z ciała. Jeżeli ktoś prosi: - Przytul mnie, jest mi źle, oznacza to kotwicę zdecydowaną. Zawsze przy tulano nas i my przytulamy innych, kiedy są nieszczęśliwi albo kiedy czują się źle. Wytwarza się więc więź po między stanem negatywnym a tym bodźcem. I kiedy sytuacja jest już odmienna, a nasze przytulenie drugiego człowieka ma inne konotacje, ta osoba może poczuć dziwny smutek, dziwny stan dyskomfor tu. Wykorzystać to można na tej samej zasadzie, na jakiej nie świadomie wprowadzamy to w siebie. Prosimy oto kogoś, aby wyobraził sobie sytuację niezwykle dla siebie przyjemną. To wyobrażenie musi być bardzo sugestywne, mocne. Kiedy nasz partner wraca do tamtej, miłej sytuacji, naciskamy na dowolną część jego ciała, może to być ręka, palec, kolano. To kotwicze nie. Po kilkakrotnym zakotwiczeniu stanu szczęścia czy satysfakcji okazuje się, że wystarczy dotknąć takiego miejsca na cie le, aby ten stan wyskoczył jak „diabeł z pudełka".
• Takie sterowanie poczuciem szczęścia pomaga chyba w szybszym osiąganiu celów i dochodzeniu do sukcesu?
- Trzeba pamiętać, że cel musi być uświadomiony i skonkre tyzowany. Nie wystarczy sobie powiedzieć; chcę być zdrowy, szczęśliwy, mądry czy bogaty. Cel powinien uwzględniać też konotacje społeczne. Np. naszym celem jest zabezpieczenie by tu materialnego rodzinie. W związku z tym bierzemy prace zle cone, nadgodziny, nigdy jednak nie ma nas w domu. Rodzina nas zostawia, a żona odchodzi z dziećmi, bo okazuje się, że w domu była potrzebna nasza obecność. Najpierw więc musimy dokładnie sprawdzić, czy osiągnięcie celu nie zmieni naszych stosunków z otoczeniem. Jest takie powiedzenie: jeżeli Bóg chce kogoś ukarać, spełnia jego najskrytsze marzenia.
• Czyli, jeżeli dochodzimy do jakiegoś celu i nie czujemy się komfortowo, to znaczy, że ten cel należy porzucić?
- Oczywiście. Edison, kiedy zarzucano mu, że jego kosztowne próby wynalezienia żarówki ciągle powodują straty, miał podob no odpowiedzieć: - Przeciwnie, ja ciągle odnajduję nowy sposób nie wynalezienia żarówki. Wszystko zależy od kontekstu, a na drodze poznawania siebie nie ma porażek.
Przypomina mi się historia kogoś, kogo po 15 latach wspólne go życia zostawiła żona. Zamiast rozpaczać powiedział sobie, że może przecież podziękować losowi za tych piętnaście lat, które spędzili razem. Wszystko - powtarzam - zależy od kontekstu.
• A co z czasem? Czy to prawda, że za pomocą technik NLP możemy dowolnie wędrować w czasie, cofać się w tzw. pamięć przedurodzeniową?
- Wydaje mi się, że pytanie to zahacza o kwestię wiary w reinkarnację, której ja np. nie podzielam. We wrażeniach i opisach z rozmaitych doświadczeń w penetrowaniu obszaru pamięci przedurodzeniowej (jestem człowiekiem bardzo małej wiary) widzę przede wszystkim życzeniowo-roszczeniowy obraz własnych nieświado mych pragnień i przekonań. Obraz ten jest nader kiczowaty i jako żywo przypominający przygodowe książki z gatunku płaszcza i szpady - wśród opisów osób poddanych takim zabiegom obficie pojawiają się postaci historyczne, przewijają się jak w kalejdoskopie dramatyczne zdarzenia, gęsto pada trup. Oczywiście można te go typu doświadczenia wykorzystywać terapeutycznie i taki sens regresingu lub regresji jest niewątpliwie istotny, jednak wśród ogółu przeważa wiara w magiczny i tajemniczy charakter tych zja wisk, a z tym jako źródłem poznania pogodzić mi się trudno.
NLP, w moim rozumieniu, stoi na pragmatycznym stanowisku, że mamy dostęp do wszelkich możliwych zasobów, ale własnych i przeżytych rzeczywiście. One, choć czasami zapomniane, jak źle dobrane soczewki w okularach w postaci tzw. filtrów rzeczy wistości zniekształcają jej obraz i mogą prowadzić do podejmo wania fałszywych decyzji, ale zawsze są to wydarzenia, które miały miejsce w naszym doczesnym życiu. Inaczej przecież wy marliby wszyscy muzealnicy, szczególnie katalogujący zbiory masek rytualnych, mumii czy jeszcze czegoś innego, co może rzucać czary czy klątwy. To my sami decydujemy (często nie świadomie) o tym, czy chcemy, by wyssano z nas energię lub uszczknięto kawałek astralnej szaty - tak jak osoba poddająca się hipnozie sama decyduje o swojej podatności na sugestię, a pa cjent bioenergoterapeuty o tym, czy zabieg mu pomoże, czy nie.
Olbrzymi dział NLP zajmuje się sposobem fikcyjnego lub rze czywistego docierania do takich zapomnianych doświadczeń z przeszłości, które wpływają na naszą teraźniejszość, ale z wkraczaniem na mistyczne ścieżki pełne duchów czy upiorów nie ma to nic wspólnego. Dział ten zatytułowany jest Linie cza su właśnie. Nie możemy być gdzie indziej, jak tylko w teraźniej szości, ale w naszych wyobrażeniach czas może mieć różny obraz, przebieg, szybkość przepływu i wcale nie musi dotyczyć tylko tu i teraz, lecz być mniej lub bardziej dramatycznym fil mem rozgrywanym ciągle na naszym ekranie wyobraźni. Nie jest obojętne dla komfortu naszego życia i jakości podejmowa nych decyzji, jak wygląda akcja tego filmu, jak taką rzekę czasu sobie wyobrażamy, jak w wyobraźni postrzegamy przeszłość, a jak przyszłość, czy jesteśmy bezwolnie niesieni płynącym cza sem, czy to my krzepko dzierżymy ster w dłoniach.
Przeszłość spowita mrokiem, jasna przyszłość to wyrażenia z mowy potocznej, które uwzględniają powyższe fakty intuicyjnie.
Linie czasu mają podstawowe znaczenie we wszelkiego rodza ju treningach. Chyba zgodzisz się, że choć rzeczywistość jest kontekstowa, jeżeli ktoś nie może zobaczyć własnej przyszłości w wyobraźni, będzie mu trudniej niż innym dokonać kreatyw nych zmian w swoim życiu, trudniej wyzdrowieć, jeżeli jest chory. Potwierdziły to zresztą liczne badania medyczne, a stwier dzenie to jest w gruncie rzeczy truizmem, choć oczywiście wszystko zależy od kontekstu.
• Dziękuję za rozmowę
Co dają poszczególne kursy NLP?
POZIOM PRACTITIONER
POZIOM MASTER
